Gra o szachowy tron - Rozdział 5 - Gorączka szachowa
Po przepisowym półgodzinnym odpoczynku poobiednim Michał Botwinnik poszedł do swojego gabinetu i zaczął czytać tłumaczenie artykułów Alechina z nazistowskiej gazety „Pariser Zeitung”. Materiały zostały mu dostarczone za sprawą jednego ze znajomych, który pracował w otoczeniu Andrieja Żdanowa, członka Biura Politycznego i od niedawna kierownika wydziału kultury i ideologii Komitetu Centralnego. Szachy były częścią kultury. Kultura była częścią ideologii. Na samym wierzchołku szachy podlegały Żdanowowi.Przeczytał jeszcze raz to, co już słyszał z ust Weinsteina, ale ze szczególną uwagą zapoznał się z pominiętymi przez Weinsteina fragmentami.
O Steinitzu. „Aby rzucić światło na pytanie, kim był Steinitz, trzeba zagłębić się w problem profesjonalizmu w szachach. Ponieważ w każdym kunszcie – a szachy są, mimo elementu konfliktu, twórczym kunsztem – są dwa rodzaje profesjonalistów: pierwszy to są ci, co nie wahają się poświęcić wszystkich innych możliwości życiowych dla swojej sztuki i których nie można winić za to, że starają się zdobyć środki na życie swoją pracą. Zupełnie inny jest ten drugi rodzaj szachowego profesjonała, którego nie zawaham się nazwać typem żydowskim, dla którego zarobek jest ważniejszy niż sztuka. Żyd Steinitz urodził się w Pradze, można go nazwać pierwszym w swoim gatunku, i szybko, o wiele za szybko, miał zwolenników”.
Czy Botwinnik był szachowym profesjonałem? Był i nie był. Państwo radzieckie pozwalało wybitnym mistrzom całkowicie poświęcić się szachom, ale Botwinnik pracował zawodowo i myślał o karierze naukowej. Jego wzorem był profesor Vidmar, mistrz szachowy, a jednocześnie specjalista w dziedzinie energetyki.
O Janowskim. „Typowym przedstawicielem tej grupy jest polski Żyd Janowski, który żył w Paryżu. Udało mu się znaleźć bogatego człowieka, mianowicie holenderskiego »artystę« Leo Nardusa, również Żyda, i nie wypuszczał tego człowieka z objęć przez dwadzieścia pięć lat. Ktoś pokazał temu Nardusowi kilka partii Morphy’ego z efektownymi ofiarami. Od tej pory Morphy stał się jego idolem i kazał swojemu protegowanemu grać piękne partie za wszelką cenę. W odpowiedzi Janowski, chcąc nie chcąc, zaczął tworzyć efektowne partie, ale wkrótce stało się jasne, że stać go na to tylko ze słabszymi oponentami. W walce z prawdziwymi mistrzami jego styl był tak samo przyziemny, suchy i materialistyczny jak u dziewięćdziesięciu dziewięciu procent jego rasowych braci. Nigdy nie był poważnym przeciwnikiem dla Laskera, który pokonał go dziecinnie łatwo w paru meczach. Możemy tutaj zauważyć, że jedną z najbardziej typowych cech »talentu« Laskera było unikanie najbardziej niebezpiecznych przeciwników i stawianie im czoła dopiero wtedy, kiedy nie stanowili już realnego niebezpieczeństwa z powodu wieku, choroby lub ubytku sił życiowych”.
Talentem do unikania trudnych przeciwników mógł się pochwalić nie tylko Lasker. To samo robił Capablanca, który uchylał się od meczów z Rubinsteinem i Alechinem. Potem Alechin wykręcał się od meczu z Capablancą. Tylko Steinitz wyzywał na mecz tych, z którymi grało mu się najciężej, aby udowodnić światu i samemu sobie, że jest prawdziwym mistrzem. Umarł w przytułku dla umysłowo chorych.
„Drugim żydowskim konkurentem Laskera był mistrz z Łodzi Akiba Rubinstein. Wychowany jako ortodoksyjny Żyd w talmudycznej nienawiści do gojów, od początku swojej kariery miał obsesję na punkcie uczynienia ze swojej inklinacji do szachów jakiejś »misji«. Z tego powodu przystąpił do studiowania szachów z taką samą gorliwością, z jaką studiował Talmud jako chłopiec. Nic dziwnego, że Rubinstein, który był lepiej obznajomiony z teorią otwarć niż jego przeciwnicy, mógł cieszyć się, od swojego debiutu na międzynarodowej arenie, imponującymi wiktoriami. Jego wybitnym dokonaniem było dzielenie pierwszego miejsca z Laskerem w Petersburgu w 1909 roku, na tym pamiętnym turnieju, w którym uczestniczyłem jako szesnastolatek. Od tego szczytowego osiągnięcia zaczął się jego schyłek, najpierw powolny, potem coraz wyraźniejszy. To prawda, dalej niezmordowanie studiował i osiągnął parę odosobnionych sukcesów, ale dało się zauważyć, że było to już za wiele dla jego umysłu, który miał uzdolnienia do szachów, ale pod innymi względami był zupełnie przeciętny. Tak więc kiedy przyjechałem do Berlina po czterech latach doświadczeń z Sowietami, zastałem tam Rubinsteina, który okazał się zaledwie połową arcymistrza i jedną czwartą człowieka. Coraz mroczniejsze zasłony zamykały się wokół jego umysłu, po części od megalomanii, po części od manii prześladowczej. Mimo paru względnych sukcesów jego mania prześladowcza stawała się coraz silniejsza. W ostatnich dwóch, trzech latach swojej kariery miał zwyczaj uciekać – dosłownie! – od szachownicy, gdy tylko wykonał swoje posunięcie. Siadał gdzieś w kącie sali turniejowej i nie wracał, dopóki na niego znowu nie przypadła kolej wykonania ruchu. Czynił to, jak sam wyjaśnił, żeby »uniknąć złego oddziaływania jaźni przeciwnika«. Rubinstein jest teraz gdzieś w Belgii, martwy dla szachów”.
Spostrzeżenia na temat połączenia megalomanii z manią prześladowczą były ciekawe i Botwinnik je sobie wynotował. Podobnie jak uwagę o umyśle uzdolnionym do szachów, lecz poza tym przeciętnym. Czy umysł tego rodzaju, pozbawiony wzmocnień intelektualnych z innych stron, nie wykazuje tendencji do załamania, kiedy dochodzi do długotrwałych przeciążeń na skutek gry na najwyższym poziomie?
Rubinstein rzeczywiście był martwy dla szachów. Z informacji, jakie Botwinnik posiadał, wynikało, że przeżył wojnę ukryty w brukselskim sanatorium dla psychicznie chorych i już z niego nie wyjdzie.
Alechin zarzucał Rubinsteinowi gorliwość w studiach nad szachami. Rubinstein powiedział, że studiuje szachy po sześć godzin dziennie przez trzysta dni w roku, sześćdziesiąt dni gra w turniejach, a pięć dni odpoczywa. Widocznie jako syn ziemianina i fabrykantki Alechin widział w ciężkiej pracy coś uwłaczającego, godnego tylko chłopów, Żydów i robotników. W podejściu Alechina do pracy nad szachami Botwinnik dostrzegał podzwonne dla przestarzałego pojęcia o geniuszu i talencie, jako metafizycznych, czy raczej magicznych, darach mitycznego boga, które wystarczą i już żadne systematyczne studia nie są potrzebne. Czyżby zazdrościł Capablance, którego otaczał nimb doskonałości bez trudu? Alechin sam był tytanem pracy. Od dzieciństwa nie rozstawał się z szachami. Nie studiował szachów tylko wtedy, kiedy grał albo pił. A nierzadko zdarzało mu się grać nietrzeźwym. Capablanca całe życie tak pracowicie podtrzymywał mit o tym, że w ogóle nad szachami nie pracuje, że wielu uwierzyło, zwłaszcza tych, co grają słabo mimo pracowitości.
„Tak więc doszło do tego, że tych dwóch, Żyd Botwinnik i Latynos Capablanca, skręciło w końcu w tę samą złą stronę. Ich istnienie jest niewątpliwie konieczne dla naszej sztuki i dla pokonania myśli defensywnej w szachach, ponieważ są wyjątkami potwierdzającymi regułę. Wyjątkami? Tak, prawdziwymi wyjątkami. Niestety, istnieją też fałszywe wyjątki, szachowi artyści, którzy wykorzystują aryjskiego ducha ataku w dążeniu do zaspokojenia profesjonalnej żądzy złota. Typowymi przedstawicielami tej tendencji są niewątpliwie wiedeński Żyd Rudolf Spielmann, obecnie osiadły w Sztokholmie, i Jacques Mieses z Lipska, mieszkający teraz w Londynie. Spielmann, który z pewnością ma dar waleczności, już w początkach swojej kariery doszedł do wniosku, że dar ten przyniesie mu najwięcej pieniędzy, jeśli uda mu się zdobyć sławę mistrza ataku z ofiarami. W taki sam sposób jak Fine i Botwinnik studiowali otwarcia i prawidła gry ofensywnej, Spielmann poświęcił się dużo prostszemu problemowi wysokiej techniki gry z poświęceniami. Trzeba przyznać, że w toku długiej kariery osiągnął pewne sukcesy. W roku 1935 posunął się do tego, że opublikował książkę pod demoralizującym tytułem »Poprawne poświęcenia«. W tej książce analizowany jest każdy możliwy do skalkulowania rodzaj poświęcenia w szachach poza tym jedynym, który znamionuje prawdziwego artystę, a mianowicie poświęcenia intuicyjnego”.
Spod złośliwej oceny Alechina wyzierał jego respekt zarówno dla Botwinnika, jak i Capablanki. Botwinnik grał z trzema mistrzami świata: Laskerem, Capablancą i Alechinem. Z nich największy był Capablanca. Kiedy Botwinnik przedstawił mu Gajane na przyjęciu po turnieju w Moskwie w roku 1935, Capablanca powiedział: „et bonne, et belle”.
Gajane była piękna, mądra i dobra. Przed ślubem rozmawiali o wierze. Gajane była chrześcijanką, Botwinnik komunistą. Czy to nie będzie przeszkodą?
– Jestem komunistą w duchu pierwszego komunisty na Ziemi, Jezusa Chrystusa – powiedział Botwinnik i Gajane za niego wyszła.
Problem poświęceń poprawnych, czyli takich, które dają się do końca policzyć, i intuicyjnych, które opierają się na wyczuciu i dynamicznej ocenie pozycji, nurtował Botwinnika na długo przed tym, jak został mistrzem, już od czasu, kiedy osiągnął poziom gry pierwszej kategorii.
Początek szachowej kariery Michała Botwinnika to był rok 1925. Nikołaj Krylenko zorganizował w Moskwie wielki turniej międzynarodowy, na który przyjechały gwiazdy Zachodu, aby dać mistrzowską lekcję szachistom radzieckim. Celem kampanii pod hasłem „Szachy w masy” było wychowanie w Związku Radzieckim graczy formatu mistrzowskiego, którym trzeba było dać możliwość doskonalenia w konfrontacji z najlepszymi graczami z zagranicy.
Wygrał Ukrainiec Bogolubow, który wciąż miał obywatelstwo ZSRR, chociaż mieszkał na stałe w Niemczech i za człowieka radzieckiego nie był uważany. Drugie miejsce zajął były mistrz świata Emanuel Lasker, trzecie aktualny mistrz świata Capablanca, czwarte Marshall. Najlepszy gracz Związku Radzieckiego Piotr Romanowski był ósmy, Iljin-Żenewski dziesiąty.
Zainteresowanie turniejem było tak ogromne, że Wsiewołod Pudowkin nakręcił film pod tytułem „Gorączka szachowa”. Film był krótką komedią o prostej fabule. On kocha ją, ona kocha jego, mają się pobrać. Ale w Moskwie toczy się turniej szachowy i on jest tak bardzo pochłonięty grą, że zapomina o całym świecie, zapomina nawet o niej. Ona wszędzie widzi ludzi grających w szachy i zrozpaczona nienawidzi tej gry coraz bardziej. Chce się otruć, ale zaabsorbowany partią szachów aptekarz zamiast flakonu z trucizną daje jej przez pomyłkę figurę szachową, którą ona ze złością wyrzuca. Wyrzuconą figurę łapie Capablanca, który gra w filmie samego siebie. Ona mówi, że nie cierpi szachów, na co Capablanca odpowiada, że na widok pięknej kobiety czuje to samo. Capablanca zaprasza ją do swojego lincolna i zabiera na turniej, gdzie ona zaraża się gorączką szachową. Na turnieju spotyka ukochanego i uszczęśliwiona mówi, że nie wiedziała, że to taka zachwycająca gra. Proponuje rozegranie obrony sycylijskiej, co kończy się namiętnym pocałunkiem.
Oprócz Capablanki na filmie uwiecznieni zostali inni maestro tamtego czasu: niewysoki, ciemnowłosy okularnik Carlos Torre rodem z Meksyku, wysoki Amerykanin Frank Marshall z rzymskim nosem, Czechosłowak Richard Reti o wyłupiastych oczach i z ciemnym jeżykiem na głowie, łysawy, okrągły Austriak Rudolf Spielmann, szczupły Anglik Frederick Yates z ulizanymi włosami, surowy Austriak Ernst Grünfeld o wysokim czole i w rogowych okularach.
Botwinnik patrzył na zaśnieżone ulice Moskwy, po których sunęły sanie zaprzężone w konie i mijały się z samochodami i tramwajami. Tak jakby mijały się dwie epoki. Stara, carska Rosja furmankami i saniami odjeżdżała w niebyt, na jej miejsce przyjeżdżała ciężarówkami nowa, radziecka Rosja. Niemy film o grze, w którą się gra milcząc.
Uroczyste otwarcie turnieju odbyło się w Sali Kolumnowej Domu Związków, klasycystycznym budynku z końca XVIII wieku, siedzibie kniazia Wasyla Dołgorukowa, który w wojnie z Turcją zdobył Krym. Grano we foyer i restauracji dawnego hotelu Metropol, w którym po rewolucji urządzono Dom Rad, w bliskim sąsiedztwie placu Czerwonego.
W wolny dzień 20 listopada 1925 roku, data pamiętna dla Botwinnika, dyrektor Leningradzkiego Centralnego Klubu Szachowego Jakow Rochlin namówił Capablancę na przyjazd do Leningradu w celu rozegrania symultany. Potem poszła fama, że to nie tyle siła perswazji Rochlina tego dokazała, ile nadzieja Capablanki na spotkanie z pewną damą. Tak czy siak, do udziału w symultanie Rochlin zaprosił Michała Botwinnika, młodziutkiego, ale już wyróżniającego się w klubie szachistę pierwszej kategorii.
Na Dworcu Moskiewskim w Leningradzie od rana czekał na mistrza świata tłum wielbicieli. Kobiety z kwiatami, szachiści z szachownicami. Na placu przed dworcem dyżurował samochód. Tak jak w Moskwie do dyspozycji Capablanki oddano luksusowego lincolna z kierowcą. Wraz z przyjazdem pociągu napór tłumu zwiększył się do tego stopnia, że do strefy wydzielonej zwanej dworcem kolejowym wezwano oddział milicji, który z trudem odepchnął napierających i zrobił wąski korytarz dla znakomitego gościa.
– Kto przyjeżdża? – zapytał milicjant Kolka, czerwony z wysiłku.
– Jakaś gwiazda filmowa! – milicjant Stiopa podniósł głos ponad harmider. – Mówią, że ślicznotka.
Capablanca przebrnął przez tłum admiratorów, wsiadł do auta i odwieziony został do hotelu, gdzie portier wręczył mu kilka paczek listów, które przyszły na jego nazwisko.
Sala w klubie była dość ciasna, sufit nisko, narodu nabiło się do niemożliwości, bo oprócz graczy zwaliła się masa kibiców. Czternastoletni uczeń Misza Botwinnik ledwo przebił się do swojego stolika, gdzie siedział wciśnięty między dwóch dorosłych, a przy tym rosłych szachistów. Capablanca nie patrzył, z kim gra. Niepozorny chłopak w okularach przesuwał figury tak jak wszyscy. Spojrzał na Botwinnika dopiero wtedy, gdy wpadł w przegraną pozycję.
Mistrz świata nie zachował się po rycersku. Rozgniewał się i strącił figury z szachownicy. Nie podał zwycięzcy ręki, nie uśmiechnął się, przybrał nieprzyjemny wyraz twarzy. Botwinnikowi wcale nie zrobiło się z tego powodu przykro. Był szczęśliwy, jego nazwisko znalazło się w gazetach. Później, kiedy Botwinnik poznał Capablancę lepiej, złożył ten incydent na karb panującej w sali duchoty i widocznego zmęczenia mistrza świata, który rozchwytywany był wszędzie, gdzie się pokazał, i nie miał chwili spokoju.
Po turnieju AVRO Botwinnik i Alechin uzgodnili w Amsterdamie warunki meczu. Spotkali się przy herbacie w restauracji hotelu Carlton, niedaleko rynku kwiatowego. Atmosfera była przyjazna. W rozmowach brał udział Salo Flohr, który po zajęciu ostatniego miejsca zrezygnował ze swojego prawa do meczu z Alechinem. Flohr był już w tamtym czasie przyjacielem Botwinnika, któremu potrzebny był świadek. Mimo wszystko Botwinnik negocjował z emigrantem.
Początek dobrych stosunków Botwinnika z Flohrem datował się na rok 1933. Po zdobyciu przez Michała Botwinnika tytułu mistrza ZSRR po raz drugi z rzędu – pierwszy raz Botwinnik został mistrzem w roku 1931, w wieku dwudziestu lat – Iljin-Żenewski i Krylenko postanowili zorganizować mecz między nadzieją radzieckich szachów a Salomonem Flohrem, wówczas jednym z najsilniejszych graczy świata i pretendentem do szachowej korony. Rozegrano sześć partii w Moskwie i sześć w Leningradzie. Botwinnik przegrywał dwiema partiami po pierwszej, moskiewskiej części meczu i wszyscy uznali, że jest beznadziejny. Tylko Sława Ragozin i Abram Model w niego nie zwątpili. Ragozin pomógł mu znaleźć wzmocnienie dla białych w wariancie Panowa obrony Caro-Kann, a Model poradził mu, żeby czarnymi zastosował obronę holenderską, dzięki czemu Botwinnik wyrównał wynik w leningradzkiej części pojedynku.
Na bankiecie w Astorii z okazji zakończenia meczu Krylenko powiedział, że Botwinnik, remisując ten, zdawałoby się, przegrany mecz, pokazał cechy prawdziwego bolszewika. Po bankiecie, w którym brała udział elita Leningradu, szachiści, artyści, naukowcy i prawnicy, odbyły się tańce. Botwinnik miał przyjemność tańczyć z baleriną Teatru Opery i Baletu imienia Kirowa Galiną Ułanową i nie mógł otrząsnąć się z wrażenia, że inne dziewczęta tańczyły fokstrota i charlestona lepiej od niej. Gajane też była baleriną tego teatru i tak jak Ułanowa również była uczennicą Agrippiny Waganowej.
Mecz między Alechinem a Flohrem był już właściwie obstalowany. Międzynarodowa Federacja Szachowa FIDE, do której Związek Radziecki nie należał, wzięła pod uwagę sukcesy turniejowe Flohra i rekomendowała go na mecz o mistrzostwo świata. Alechin się zgodził, ponieważ Flohr znalazł mecenasa w osobie Tomasza Baty, czechosłowackiego fabrykanta obuwia, który gwarantował dziesięć tysięcy dolarów funduszu nagród. W całej Pradze można było zobaczyć portrety uśmiechniętego Salo Flohra, polecającego buty wykonane przez Batę. Sfilmowana w maju 1938 roku w hotelu Alcron scena podpisywania umowy była pokazywana w praskich kinach. Parę miesięcy później, pod koniec września 1938 roku, podpisano układ monachijski, który pozwolił Hitlerowi na rozbiór Czechosłowacji, a w listopadzie Flohr poniósł klęskę na turnieju w Holandii. Oba wydarzenia zadały ostateczny cios jego marzeniom o mistrzostwie świata.
Na przekór przeszkodom czynionym zarówno przez Weinsteina i jego popleczników, którzy podkreślali złą polityczną reputację Alechina, jak i przez kierownictwo Komitetu Kultury Fizycznej i Sportu przy Radzie Ministrów ZSRR, które powoływało się na list grupy mistrzów uprzejmie donoszących, że Botwinnik jest słaby i przegra mecz z białym emigrantem, przynosząc ujmę szachom radzieckim, Botwinnik dopiął swego i oficjalne wyzwanie zostało wystosowane. Latem roku 1939 Alechin przysłał odpowiedź, w której obwieszczał, że przyjmuje wyzwanie i wszystkie warunki oprócz jednego: zamiast rozegrania całego meczu w Moskwie Alechin proponował połowę przeprowadzić w Londynie. Botwinnik grzecznie, lecz stanowczo odpowiedział, że należy trzymać się uzgodnień z Amsterdamu. Potem nastąpiła sześcioletnia zwłoka spowodowana wojną.
Wojna przeszkodziła przeprowadzeniu meczu, ale nie przerwała przygotowań Botwinnika do starcia z Alechinem. Botwinnik analizował jego partie z ostatnich lat. Było jasne, że mistrz świata obniżył loty. Zdarzały mu się zawstydzające porażki. Doniesienia o złym stanie zdrowia Alechina i jego pijaństwie znajdowały potwierdzenie w słabej grze. Repertuar debiutowy Alechina był przestarzały i pełen dziur, szczególnie w grze czarnymi. Botwinnik nie powinien mieć problemów z osiągnięciem przewagi białymi. Natomiast czarnymi zamierzał grać obronę francuską. Botwinnik wierzył w jej solidność i cały czas szukał wzmocnień. W zapasie miał obronę sycylijską, nad którą pracował od dawna. W debiutach zamkniętych planował obronę holenderską i obronę Grünfelda.
Mimo wszystko Botwinnik doceniał przeciwnika. Alechin miał na koncie wiele imponujących sukcesów i nawet w czasie wojny rozegrał kilka partii, które śmiało można nazwać arcydziełami. Botwinnik, tak jak wszyscy, podziwiał ducha walki Alechina, jego siłę woli, odwagę i porażającą kreatywność. Oceniał swoje szanse wyżej, jednak wynik meczu bynajmniej nie był przesądzony. Botwinnik był zbyt mądry, by w to uwierzyć.
W przeciwieństwie do Alechina, który w czasie wojny brał udział jedynie w podrzędnych turniejach, Botwinnik grał z silnymi radzieckimi mistrzami, z których wielu przerosło już najlepszych graczy Zachodu. Na turniejach w Swierdłowsku w roku 1943 i w mistrzostwach ZSRR w Moskwie w roku 1944 i 1945 Botwinnik osiągnął znakomite rezultaty. W odróżnieniu od Alechina, który prowadził niesportowy tryb życia, Botwinnik dbał o kondycję fizyczną. Zaczynał dzień od gimnastyki. Po obiedzie odpoczywał. Regularnie spacerował.
Podczas przechadzki przyszedł mu do głowy pomysł zorganizowania zespołu do spraw przygotowań do meczu. Botwinnik miał na myśli nieformalną grupę składającą się ze sprzyjających mu mistrzów i przychylnych członków władz. Podobny komitet pomógł Maksowi Euwemu pokonać Alechina. Zaprosił do współpracy mistrzów Majzelisa, Ragozina, Rochlina i Goldberga. Ten ostatni tymczasowo pełnił obowiązki przewodniczącego Wszechzwiązkowej Sekcji Szachów w miejsce Weinsteina, którego odsunięto po rozmowie Botwinnika z kimś, kto miał dostęp do ucha Żdanowa.
Następnym krokiem było stworzenie optymalnych warunków do przygotowań. Botwinnik wnosił o półroczny płatny urlop od obowiązków zawodowych, comiesięczne stypendium na dodatkowe wydatki, zapewnienie odpowiedniej liczby miejsc dla Botwinnika i trenerów wraz z rodzinami w domu wypoczynkowym pod Moskwą, pobyt w sanatorium, zwiększenie racji żywnościowych, prawo do korzystania z rządowej lecznicy oraz oddanie do dyspozycji samochodu służbowego. Wprawdzie za zwycięstwo w turnieju moskiewskim w 1935 roku ludowy komisarz przemysłu ciężkiego Grigorij Ordżonikidze nagrodził Botwinnika samochodem, ale potrzebny był nowy. Trochę mniej stanowczo niż o przytoczone wyżej rzeczy Botwinnik prosił o rozpatrzenie możliwości przydzielenia nowych, większych mieszkań zarówno jemu, Botwinnikowi, jak i jego trenerowi Wiaczesławowi Ragozinowi.
– Nie przesadziłeś, Misza? – zapytał Ragozin z przestrachem w głosie.
– Nie rozumiesz, Sława. Chodzi o to, żeby w sprawę przygotowań do meczu w maksymalnym stopniu wciągnąć władze. Tak żeby wierchuszka zobaczyła, że zdobycie tytułu mistrza świata nie przychodzi za darmo, lecz wymaga nakładów. Dzięki temu wzrośnie prestiż tytułu i zadowolenie władz z jego zdobycia.
Ragozin pomyślał, że wzrośnie prestiż Botwinnika i zadowolenie władz z niego. Ale jeśli Botwinnik zdobędzie tytuł, to wtedy on, Wiaczesław Ragozin, będzie trenerem mistrza świata i jego położenie stanowczo się poprawi.
Pracę z Ragozinem Botwinnik uważał za owocną. Przed mistrzostwami Związku Radzieckiego w 1945 roku rozegrali mecz treningowy. Botwinnik chciał usunąć jedną ze swoich wad, jaką była zbyt szybka gra po osiągnięciu dużej przewagi, co prowadziło do słabszych ruchów i w konsekwencji trudności w realizacji przewagi, w skrajnych przypadkach nawet wypuszczenia wygranej. W meczu z Ragozinem wypróbował zaproponowaną przez Tarrascha metodę uporania się z tym niedostatkiem: kiedy wygrana jest blisko, usiądź na rękach. W decydujących momentach partii, zwłaszcza gdy przeciwnik był w niedoczasie i przyspieszał grę, Botwinnik wkładał obie ręce pod uda i mocno je przygniatał, ażeby żadna z jego rąk się nie wyrwała i nie zrobiła nieprzemyślanego ruchu. W trakcie gry kazał Ragozinowi palić papierosy i wydmuchiwać dym na wprost, a nie na bok lub w stronę sufitu. Dodatkowym utrudnieniem było włączone głośno radio.
Botwinnik dobrze pamiętał tamte nieudane dla niego mistrzostwa w roku 1940, kiedy zajął dopiero piąte miejsce i koniecznym się stało zorganizowanie dodatkowego meczu-turnieju o tytuł absolutnego czempiona ZSRR. Zauważył wtedy, jak bardzo przeszkadzał mu w koncentracji szum na zapełnionej kibicami widowni i dym z papierosów palonych przez przeciwników.
Ragozinowi trening nie posłużył. Skarżył się na niezwykłą ciszę w sali turniejowej, przez którą nie mógł się skupić, i zajął w mistrzostwach dopiero dwunaste miejsce.
Przygotowania do batalii szły właściwym trybem, ale trzeba było się spieszyć. Nie tylko na Zachodzie, także w Związku Radzieckim coraz wyżej podnosiły się głosy domagające się odebrania Alechinowi tytułu. Kierownictwo NKWD naciskało na Botwinnika, żeby zrezygnował z meczu. Przysłali oficerów, którzy chcieli go nastraszyć, rozpytując o zagraniczne kontakty. Botwinnik napisał w tej sprawie zawiadomienie dla Komitetu Centralnego i przestali go nachodzić.
Aby uniknąć przedłużania negocjacji, Botwinnik zgodził się na wszystko, co uzgodniono przed wojną, włącznie z zagwarantowaniem Alechinowi dwóch trzecich funduszu nagród bez względu na to, kto zwycięży. Zaproponował nawet, żeby cały mecz odbył się w Anglii, co spotkało się z aprobatą władz. Alechin stał się jeszcze mniej akceptowalny politycznie niż przed wojną, więc lepiej pojedynkować się na gruncie neutralnym, tak jak to się robi z kimś, z kim nie chce się mieć do czynienia, ale którego trzeba pokonać i potem można już wyrzucić przybrudzone rękawiczki.
Prezydent Brytyjskiej Federacji Szachowej pan Derbyshire wyraził gotowość przeprowadzenia meczu, który mógłby się zacząć w sierpniu 1946 roku w Nottingham lub Londynie. Po tej deklaracji Botwinnik natychmiast odprawił depeszę do Alechina, a w ślad za depeszą wysłał list.
Z Nottingham związane były dobre wspomnienia z rozegranego tam w roku 1936 turnieju. Botwinnik pojechał do Anglii z Gajane. Wyjazd z żoną za granicę był trudny do przeprowadzenia, wymagał zgody wysoko postawionych czynników politycznych i przyzwolenia wydziału bezpieczeństwa. Botwinnikowi udało się władze przekonać w rozbrajająco prosty sposób. Oświadczył, że po pierwsze, jest komunistą, po drugie, z żoną zagra lepiej.
Na tym najsilniejszym w powszechnej opinii turnieju lat międzywojennych, w którym grał mistrz świata, wszyscy byli mistrzowie świata i plejada młodych talentów, Botwinnik podzielił pierwsze miejsce z Capablancą i było to pierwsze zwycięstwo radzieckiego mistrza poza granicami kraju. Wyprzedził Euwego, który rok wcześniej odebrał Alechinowi tytuł mistrza świata, aby go stracić rok później, oraz Fine’a, Reshevsky’ego, Alechina, Flohra i starego Emanuela Laskera, który od roku mieszkał w Moskwie i grał pod flagą ZSRR. Alechin przegrał w Nottingham z Capablancą i Reshevskym i był na obu straszliwie rozeźlony.
Tłum entuzjastów gry szachowej witał Botwinnika na dworcu kolejowym w Moskwie. Botwinnik podziękował za ciepłe przyjęcie i obiecał, że postara się w przyszłości przyczynić jeszcze więcej radości Krajowi Rad. Zadowolony Krylenko objął Botwinnika i powiedział, że przesłanie, które napisał w jego imieniu i wysłał na daczę do Stalina, będzie publikowane w gazetach.
Od czasu turnieju w Nottingham Botwinnik należał do kategorii ludzi chronionych, ale nie był jeszcze nietykalny. Do tego potrzebny był tytuł mistrza świata.
Nottingham byłby dla Botwinnika lepszy niż Londyn.
Wieczorem, w niedzielę 24 marca, zadzwonił telefon. Botwinnik usłyszał w słuchawce głos Borysa Podceroba, naczelnika Sekretariatu Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych.
– Alechin umarł – powiedział Podcerob.