lichess.org
Donate

Gra o szachowy tron - Rozdział 12 - Chytry Dewik

Dawid Bronstein wpadł w oko Borysowi Weinsteinowi już dawno temu, na mistrzostwach Związku Radzieckiego w roku 1944, wygranych z takim impetem przez Botwinnika, który o dwa punkty zostawił w tyle Smysłowa. Młodziutki Bronstein zajął dopiero piętnaste miejsce, ale było w nim coś niezwykłego, co przyciągnęło uwagę Weinsteina, a on znał się na ludziach.

Rozdział 12
Chytry Dewik

Niewielkiego wzrostu, delikatnej budowy ciała, z czarnymi, kręconymi włosami i zaczątkami łysiny czołowej mimo nader młodego wieku, miał ciemnobrązowe, świdrujące oczy i bardzo szybko chodził. Ale nie wygląd zewnętrzny wzbudził zainteresowanie Weinsteina, bynajmniej nie to było w drobnym Dawidzie niezwykłe. Spodobała mu się jego gra. Gra w szachy była drugą rzeczą, na której Weinstein się znał. Trudno zresztą było nie poznać się na talencie Bronsteina, skoro wygrał z samym Botwinnikiem. Arcymistrz przegrał na tych zwycięskich dla siebie mistrzostwach tylko dwie partie. Jedną z Tołuszem, drugą właśnie z Bronsteinem.

Link do książki

Weinstein postanowił pomóc utalentowanemu szachiście, któremu prorokował wielką przyszłość, i wziął go pod swoją opiekę. Znalazł mu miejsce, gdzie mógłby skłonić głowę, bo młodzian błąkał się niczym bradziaga z jedną poturbowaną walizką w małej ręce i w za dużym waciaku na chudym grzbiecie. Trzeba było mieć oko takie jak Weinstein, żeby postawić na tego konia.
Z powodów rodzinnych, czy może raczej rodowych, uzdolniony szachista nie cieszył się zaufaniem władz. Borys Weinstein podpowiedział mu sprytny ruch, jakim było wstąpienie do sportowego towarzystwa Dynamo, które należało do resortu Ławrientija Berii. Jako szachista grający dla Dynama Bronstein został formalnie zaliczony do składu osobowego resortu bezpieczeństwa i jego sytuacja stała się mniej niebezpieczna.
Dawid Bronstein urodził się w Białej Cerkwi, znacznym miecie leżącym na południe od Kijowa. Jego matka chwaliła rządy bolszewików, mówiąc: „Przeżyłam dziewięć pogromów, a teraz ich nie ma!” Ojciec Jonasz starał się nie wchodzić władzy radzieckiej w drogę aż do roku 1937, kiedy musiał przyznać się do działalności kontrrewolucyjnej, za którą dostał osiem lat łagru. W łagrze oficerowie pytali go po przyjacielsku, czy nie jest bratem tego Bronsteina. „Tego” znaczyło Lejby Bronsteina, bardziej znanego jako Lew Trocki, jeszcze wtedy żywego śmiertelnego wroga Stalina. Kusiło go, żeby kłamać, bo wtedy jego mir pośród więźniów i strażników wzrósłby niepomiernie, ale oparł się pokusie i zamiast tego zaskarbiał sobie sympatię opowiadaniem żydowskich kawałów.
– Powiesili Żyda i na drugi dzień przychodzą popatrzeć. Żyd, owszem, wisi, ale żyje. Przychodzą na trzeci dzień, powieszony Żyd nadal żyje. Dziwią się ludziska i pytają wisielca: „Jak to jest, że tak trzeci dzień wisisz z pętlą na szyi i żyjesz?” „Przywykłem” – odpowiada.
Kiedy Jonasz ciężko zachorował, odesłali go z syberyjskiego łagru do Kazachstanu, żeby tam dokonał żywota i nie psuł obozowych statystyk. Ale on wyżył i potem jeździł do moskiewskiego oddziału NKWD i odbierał za syna suchy prowiant, który się Dawidowi należał.
Tak więc w roku 1951 pierwszy radziecki mistrz świata Michał Botwinnik po raz pierwszy bronił tytułu, który wywalczył w roku 1948. Zaczęła się nowa era pojedynków o mistrzostwo świata, przeprowadzanych odtąd według reguł przyjętych przez FIDE. Składające się z dwudziestu czterech partii mecze o tytuł miały być rozgrywane co trzy lata. W razie remisu mistrz świata zachowywał tytuł, w przypadku przegranej miał prawo do meczu rewanżowego. Przeciwnikiem mistrza świata był pretendent wyłoniony w trzech etapach. Pierwszym etapem były rozgrywane w różnych częściach świata turnieje strefowe, z których czołowi gracze awansowali do drugiego etapu. Drugim etapem był turniej międzystrefowy, z którego najlepsi kwalifikowali się do trzeciego etapu. Trzecim etapem był turniej pretendentów, którego zwycięzca miał prawo grać mecz o tytuł z mistrzem świata.
Zwycięzcami turnieju pretendentów rozegranego w Budapeszcie w 1950 roku zostali Dawid Bronstein i Isaak Bolesławski, którzy wyprzedzili Smysłowa, Keresa, Najdorfa i Kotowa. Na dwie rundy przed końcem prowadził Bolesławski, ale dał się przekonać Weinsteinowi, że szanse Bronsteina na zwycięstwo w meczu o mistrzostwo świata będą lepsze.
Isaak Jefriemowicz Bolesławski urodził się w Złotonoszy na Ukrainie i od dawna przyjaźnił się z Bronsteinem. Był spokojnym, małomównym człowiekiem, który jeszcze bardziej od samej gry kochał studiowanie szachów. W ciszy swojego pełnego książek pokoju mógł siedzieć godzinami, analizując filigranowe końcówki wieżowe, nasycone bogactwem możliwości pozycje gry środkowej i ostre warianty obrony sycylijskiej i królewsko-indyjskiej, których stał się znawcą. Za oknem było ciemno, za oknem był śnieg i mróz, za oknem byli Stalin i Beria. A w pokoju było ciepło i jasno, była cisza i był sam. Praca teoretyczna stała się dla niego ucieczką od gry praktycznej z jej nieprzewidywalnością, napięciem, niepokojem.
Literatura była jego azylem od spraw życia codziennego. Mógł godzinami siedzieć w ciszy swojego pokoju i czytać. Za oknem był śnieg i mróz, za oknem byli Stalin i Beria, za oknem były kolejki i kłopotliwe załatwianie wstrętnych przyziemnych rzeczy. Bolesławski był z wykształcenia filologiem, napisał pracę dyplomową o twórczości Sałtykowa-Szczedrina. Praca była bardzo dobra, ale otrzymała ocenę zaledwie dostateczną, ponieważ zabrakło w niej odniesień do Lenina i Stalina, którzy przecież nie raz cytowali znakomitego satyryka i krytyka prowincjonalnej carskiej Rosji. Można powiedzieć, że z tą oceną jego pracy to była satyra w stylu Sałtykowa-Szczedrina.
Bolesławski w głębi ducha uważał, że jego szanse w meczu z Botwinnikiem wcale nie były gorsze. Ale w ostatniej chwili, kiedy perspektywa meczu stała się realna, przestraszył się tego, co go czeka. Przestraszył się konfliktu, walki, polityki i w ogóle niepewności tego, co może się stać. Chodzi o to, że jeśli stawka jest zbyt wysoka, to równie straszne rzeczy mogą się wydarzyć, kiedy wygrasz i kiedy przegrasz. Dlatego Bolesławski zakończył turniej dwoma spokojnymi remisami i pozwolił się dogonić przyjacielowi. Dogrywkę o pierwsze miejsce wygrał Bronstein i to on miał stanąć do boju z Botwinnikiem.
Dawid Bronstein nie pasował do radzieckiej szkoły szachowej, przynajmniej nie takiej, jaką przedstawiał Botwinnik w swoich publikacjach i wykładach. Miłośnik romantycznego, dziewiętnastowiecznego gambitu Evansa, twierdził, że tylko gra śmiała, nawet zuchwała, z ofiarami pionków i figur, taka, która bezustannie szuka kombinacji, ma jasną przyszłość. Bronstein i Botwinnik różnili się tak, jak różnili się Alechin i Capablanca. Admiratorzy pretendenta mieli nadzieję, że kiedy zostanie czempionem, nastąpi zwrot od systematyzacji do improwizacji, od klasycyzmu do romantyzmu, od zimnej logiki do fantazyjnego piękna.
Bronstein wypowiadał się w zupełnie różnym od gazetowego stylu, zachowywał się inaczej niż stateczny i przewidywalny Botwinnik. Przyzwyczajono się do tego jak do wybryków dziecka i nie reagowano zbyt surowo.
– Noszę maskę cudaka, żeby mi pozwalano na to, czego innym nie wolno – powiedział Bolesławskiemu.
Bronstein kipiał energią i miał na swoim koncie pokaźną liczbę zwycięstw turniejowych. Botwinnikowi, który sprawiał wrażenie znużonego ślęczeniem nad książkami naukowymi, brakowało praktyki. Po zdobyciu tytułu w 1948 roku Botwinnik napisał i obronił pracę doktorską i otrzymał stopień doktora nauk technicznych. W tym okresie wydał parę książek szachowych, lecz w turniejach nie grał.
W ramach przygotowań do meczu Botwinnik wykonał ogromną pracę według swojej naukowej metody. Przede wszystkim wziął urlop i na kilka tygodni zaszył się w swojej podmoskiewskiej daczy w Nikolinej Górze. Działkę na daczę podarował mu Gieorgij Malekow, kierownik wydziału kadr Komitetu Centralnego. Zapoznał się z najnowszą literaturą szachową. Przeanalizował partie przeciwnika z ostatnich lat i zrobił notatki na temat stosowanych przez niego debiutów i tendencji w grze środkowej i końcowej. Po każdej przeanalizowanej partii Bronsteina pisał krótkie posumowanie z uwagami i wnioskami, które posłużyły następnie do sporządzenia charakterystyki przeciwnika. Rozegrał kilka partii treningowych z Ragozinem, testując obronę sycylijską i inne otwarcia, które zamierzał stosować w meczu.
Czterdziestoletni Botwinnik nie mógł się nie bać dwudziestosiedmioletniego Bronsteina. Miał w pamięci bolesną porażkę na mistrzostwach w roku 1944. Bronstein zwyciężył później dwa razy w mistrzostwach Związku Radzieckiego, w roku 1948 i 1949, ale wtedy Botwinnik nie grał, zajęty pracą naukową. Pamiętał o tym, że jego przeciwnika nazywali Chytry Dewik i były po temu powody.
Bronstein przygotowywał się do meczu inaczej niż Botwinnik. Poświęcił trochę czasu na przejrzenie partii Botwinnika, ale szkopuł w tym, że Botwinnik przez ostatnie trzy lata nie grał, toteż były to stare partie, wszystkim dobrze znane. Więcej czasu spędził Bronstein ze swoimi trenerami i sekundantami Bolesławskim i Konstantynopolskim, przygotowując nieprzyjemne dla Botwinnika debiuty. Pomysł był taki, żeby grać czarnymi to, co zwykł grać Botwinnik, to znaczy obronę holenderską i francuską, i zmusić go do gry przeciwko samemu sobie. Partii treningowych Bronstein nie planował, przeciwnie, chciał odpocząć od szachów i odświeżyć umysł. Któregoś dnia Konstantynopolski zaszedł do niego i zobaczył Dawida grającego w warcaby ze znajomym mistrzem z sekcji warcabowej.
– Co ty wyprawiasz, Dewik? Za tydzień grasz mecz o mistrzostwo świata w szachach!
– Właśnie dlatego gram w warcaby – odpowiedział Bronstein. – Wypracowuję myślenie paradoksalne.
Urodzony w Żytomierzu Aleksander Konstantynopolski poznał Bronsteina przed wielu laty, kiedy ten był jeszcze chłopcem. Konstantynopolski pracował jako trener kółka szachowego w Pałacu Pionierów w Kijowie i mały Dewik był jego najzdolniejszym uczniem.
Znał go dobrze i miał podstawy przypuszczać, że Dawid stara się uspokoić rozedrgane nerwy, z którymi coraz gorzej sobie radził. Jego zdaniem nerwy były jedyną rzeczą, jaka mogła przeszkodzić Bronsteinowi w zdobyciu tytułu. Konstantynopolski podzielił się swoimi obawami z Weinsteinem, który miał być jednym z oficjalnych sekundantów Bronsteina, ale się wycofał na życzenie Botwinnika. Bronstein chciał początkowo oponować, kiedy Zubariew, kierownik działu szachów w Komitecie Kultury Fizycznej i Sportu, oświadczył, że powinni spełnić prośbę mistrza świata. Weinstein uspokajająco podniósł ręce.
– W porządku. Dobra nasza, Dewik. Twój przeciwnik ujawnił słabość – powiedział, a Zubariew przekazał jego słowa Botwinnikowi.
W przeddzień pierwszej partii meczu Weinstein zjawił się u Bronsteina i upewniwszy się, że są sami, wręczył mu dwie kartki maszynopisu. Była to niezbyt wyraźna kopia przez kalkę.
– Nie mów nikomu. Przeczytaj i zniszcz. Nie pytaj, skąd to mam.
Bronstein nie miał zamiaru pytać. Wiedział, że Botwinnik takie rzeczy tworzy, to była tajemnica poliszynela, ale wątpił, że ktokolwiek coś podobnego czytał, zwłaszcza przed ważnymi rozgrywkami.

Charakterystyka Dawida Bronsteina
Typowy pokrętny szachista. Umie wszczynać skomplikowaną walkę. Jak uwarzy kaszę, nie spieszy się, żeby ją zaraz zjeść, podtrzymuje napięcie. Nie rzuca się na forsowne posunięcia, zadowala się przewagą. Podtrzymując naprężenie, wyczekuje błędów, robi nękające ruchy.
Często nastrojony prozaicznie. Jeśli jest możliwość przejścia do korzystnej końcówki, nie odmówi. Nie unika małych uproszczeń, lubi wyczyścić centrum i narzucić półotwartą grę figurową. Bardzo lubi środek szachownicy. W grze zamkniętej, z zablokowanym centrum, wyraźnie słabszy.
Figury umieszcza na dobrych, pewnych pozycjach i strzeże ich. Umie chodzić do przodu, do tyłu, nie psując pozycji. Woli grę bez kontry u przeciwnika. W ogóle bardzo ostrożny. Kiedy zbliża się niebezpieczeństwo, gra bardzo energicznie, spieszy się, żeby uprzedzić partnera i odciągnąć go od jego zamysłów.
Dobry zawodowiec. Dlatego w końcówce upraszcza, wyciska, nie pozwala kontrować, gra cierpliwie. Umie zaproponować remis w gorszej pozycji. Oszczędza siły, robi krótkie remisy. Broni się uporczywie, przeciąga grę. Dobrze gra w niedoczasie, chociaż jak każdy, kto wpada w niedoczasy, najwięcej błędów robi właśnie wtedy. Dobry technik, jednak proste końcówki techniczne gra niepewnie. W pozycjach bez inicjatywy gra słabo. Nie lubi związanych figur i ruchów nękających ze strony przeciwnika. Mistrz rozstrzygających uderzeń taktycznych. Liczy warianty podobnie jak Reshevsky, na dwa-trzy ruchy, ale dokładnie. W długich wariantach potrafi się przeliczyć.
Gra różnorodne systemy debiutowe. Zna je nieźle, ale podstawą jego sukcesów jest obrona królewsko-indyjska i partia hiszpańska. W ostatnich latach urozmaicił repertuar debiutowy, jednak głęboko przeanalizowanych systemów ma niezbyt dużo, po prostu dąży do złożonej walki, mając nadzieję przy szachownicy pokazać swój talent.
Analiza pokazuje, że wiele jego ataków jest albo niepoprawnych, albo opartych na przeoczeniach, tyle że przeciwnicy nie stają na wysokości zadania.
Zawsze cierpi na brak czasu, na pierwsze dwadzieścia ruchów nierzadko traci dwie godziny. Ale w niedoczasie gra przyzwoicie i pomysłowo, chociaż chętnie upraszcza w lepszej pozycji.
Bardzo źle znosi niedoczasy przy dogrywaniu partii, dlatego w dogrywkach gra zauważalnie słabiej, a jego mistrzostwo w grze środkowej tutaj nie pomaga.
Fizycznie wydaje się niezbyt krzepki, boi się długich partii, na początku zawodów oszczędza siły, a na finiszu, kiedy inni są zmęczeni, gra z pełną energią.
Neurastenik, prawdopodobnie cierpi na obsesje, ale bardzo pracowity. Niezwykle przebiegły, gra chytrze, stosuje rozmaite sztuczki, szkoła kijowska, dla połowy punktu gotów na każdy postępek. Jego główna siła to liczenie wariantów i zawodowstwo. Nie daje punktów za darmo, można z nim wygrać tylko po długiej grze z całych sił.
Jego zasadnicza słabość to pozycje zamknięte, pozycje bez kontry i niedoczasy.
W porównaniu z nim Reshevsky jest odważniejszy, nie boi się inicjatywy przeciwnika, lepiej gra proste techniczne pozycje, ale nie umie atakować króla, podczas gdy Bronstein umie przede wszystkim to. Łączy ich umiejętność liczenia krótkich wariantów na dwa-trzy ruchy, profesjonalizm, umiejętność przebiegłej gry i wyczekiwania.
Podstawowy modus operandi Bronsteina: albo 1) szybka gra na remis (przeważnie czarnymi), albo 2) uzyskanie po debiucie niestabilnej, dynamicznej pozycji, która nadaje się do gry z liczeniem wariantów na dwa-trzy ruchy, i przechytrzenie w niej rywala.
Przeciwdziałanie: 1) remisowe pozycje grać do zamęczenia, 2) nie stwarzać niestabilnych pozycji z bogatą, różnorodną grą i z jego inicjatywą”.

Bronstein cicho nucił, kiedy czytał swoją charakterystykę. Miał taką manierę. Tak samo robił w czasie lekkich partii i przy analizie. Potem dobrze schował kartki.